Przed zakupem przeczytałem wszystkie polskie recenzje DJI Romo, jakie znalazłem. Entuzjastyczne, szczegółowe i dziwnie jednobrzmiące. Większość skupiała się na droższym modelu — Romo P. Wariant Romo S pojawiał się przy okazji, traktowany jak opcja dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na „prawdziwy” zakup. Jakby nikt nie zastanowił się, czy właśnie on jest najlepszym wyborem w tej rodzinie.
Żadna recenzja nie wspomniała o tym, co u mnie wydarzyło się pod toaletą. Żadna nie mówiła, czego konkretnie brakuje w aplikacji. Owszem — piszą, że Romo P ma lampę UV w pojemniku na kurz i kartridż dezodorujący podłogi. Ale żadna nie zadaje pytania, czy to warte 1500 złotych dopłaty. I żadna nie sprawdza, czy Romo S bez tych dodatków to po prostu ten sam robot.
Testowałem Romo S przez 4 tygodnie na 59 m²: drewniana podłoga w salonie, płytki w kuchni, łazience i korytarzu, panele w sypialni i dodatkowym pokoju, długie włosie sztucznej trawy na balkonie. Plus rudy kot, który sprawuje rząd dusz nad całym mieszkaniem i nie pyta robotów o zdanie.
DJI to marka, którą zna każdy, kto kiedykolwiek kupił drona. Na rynku robotów sprzątających jest nowym graczem. Trzy modele, trzy ceny, trzy kombinacje tego samego silnika i tych samych mopów — i pytanie, które powinno paść w każdej recenzji, a nie pada: za co dokładnie płacisz, wybierając droższy wariant?
Robot Sprzątający CR8F
| Parametr | Wartość |
|---|---|
| Moc ssania | 25 000 Pa |
| Wymiary | 351 × 351 × 98 mm |
| Waga | 4,4 kg |
| Pojemność pojemnika na kurz | 260 ml |
| Akumulator | 5000 mAh / 72 Wh |
| Czas pracy | do ok. 3 h (tryb cichy) |
| Czas ładowania | ok. 2,5 h |
| Nawigacja | LiDAR (bez wieżyczki) |
| Szczotki boczne | 2 miotełki (jedna wysuwana) |
| Typ mopów | obrotowe |
| Nacisk mopa podczas sprzątania | 12 N |
| Pokonywanie progów | wymaga opcjonalnej rampy |
| Poziom hałasu | nie podano |
| Wi-Fi | 2,4 GHz + 5 GHz |
| Bluetooth | 5.0 |
Stacja bazowa CS8F
| Parametr | Wartość |
|---|---|
| Wymiary | 453 × 425 × 440 mm |
| Waga | 10 kg |
| Zbiornik na czystą wodę | 4 l |
| Zbiornik na brudną wodę | 3,2 l |
| Worek na kurz | 2,4 l |
| Czyszczenie mopów | 4 strumienie wody pod wysokim ciśnieniem (1100 W) |
| Otwór ssący | 16 mm |
| Opróżnianie pojemnika na kurz | 635 W |
| Redukcja hałasu stacji | trzystopniowa (do 80%) |
| Dezynfekcja UV worka na kurz | NIE |
| Dezodoryzacja podłóg | NIE |
Co te liczby znaczą w praktyce
25 000 Pa stawia Romo S w górnej lidze — ten sam wynik osiąga Dreame Aqua10 Ultra Track, Narwal Flow ma 22 000 Pa, Roborock Saros 20 Sonic prowadzi stawkę z 36 000 Pa. DJI nie jest rekordzistą, ale nie ma tu czego się wstydzić. Jak to przekłada się na sprzątanie drewna z rudym kotem — piszę w sekcji testu.
12 N (odpowiednik ok. 1,2 kg) nacisku mopa na podłogę podczas sprzątania — mopy nie ślizgają się po powierzchni, tylko pracują z realnym dociskiem. Na płytkach i panelach to czuć. Szczegóły w sekcji mopowania.
Stacja myje mopy czterema strumieniami wody pod wysokim ciśnieniem. System jest celowo prosty — bez dodatkowych elementów, bez ruchomych tarcz, bez mechanizmów, które wyglądają efektownie na filmie produktowym i zbierają brud w każdej szczelinie. Efekty opisuję przy mopowaniu.
Wi-Fi obsługuje zarówno 2,4 jak i 5 GHz — przydatne w zatłoczonej sieci blokowej, gdzie kilka popularnych modeli w tej cenie potrafi mieć problem z pierwszym parowaniem.
Dwie informacje producent przemilcza: poziom hałasu w dB i wysokość progów, które robot pokonuje samodzielnie. Ta ostatnia cisza mówi zresztą sama za siebie — wrócimy do tego w sekcji minusów.
Ssanie, mopy i stacja — trzy rzeczy, które robią różnicę
Gumowe szczotki — co to zmienia przy kocie
Dwie miotełki boczne, jedna wysuwana — ta ostatnia sięga w narożniki przy ścianach i pod dolną krawędź mebli. Nie ma tu rewolucji, ale jest pomyślane.
Rewolucja jest gdzie indziej: gumowe szczotki zamiast nylonowych. Przez miesiąc testu z rudym kotem, który zostawia sierść wszędzie, ani razu nie musiałem czyścić szczotek z nawiniętych włosów. Po każdym cyklu pojemnik na kurz pełen rudego futra — szczotki czyste. To jeden z najczystszych robotów, jakie testowałem.
Obrotowe mopy — myślałem, że to już przegrana sprawa
Kiedy kupowałem Romo S, miałem z tyłu głowy jedno założenie: mopowanie to bonus, nie główna funkcja. W świecie zdominowanym przez roboty z rolkami i wibrującymi padami obrotowe mopy wyglądały jak rozwiązanie, które przegrało wojnę zanim zdążyło je wypowiedzieć.
Myliłem się.
Obrotowe pady przy nacisku 12 N myją — naprawdę myją, nie przecierają. Świeże plamy na płytkach w kuchni, odciski butów na drewnianej podłodze w salonie, codzienny kurz na panelach — bez drugiego podejścia. Jeden z padów mopujących jest przy tym wysuwany — sięga bliżej ścian i pod meble z niskim prześwitem. Piszę to jako ktoś, kto przed zakupem czytał recenzje Romo P. Żadna nie mówiła tego wprost.
Stacja myjąca — dlaczego prostota wygrywa z efektownością
Cztery strumienie wody pod wysokim ciśnieniem, 1100 W, otwór ssący 16 mm do odprowadzania brudu. Tyle mechaniki. Żadnych dodatkowych tarcz, rolek, ruchomych elementów.
Po czterech tygodniach stacja jest czysta. Nie „w miarę czysta” — czysta. Testowałem wcześniej Dreame Aqua10 Ultra Track — system czyszczenia robi tam wrażenie przy pierwszym uruchomieniu, wygląda jak coś z przemysłowej myjni. Po kilku tygodniach w każdej szczelinie tego mechanizmu zalega brud, który trudno wyczyścić bez rozkładania stacji na części. DJI poszło w przeciwnym kierunku: mniej elementów, mniej miejsc, gdzie brud może siedzieć.
Trzystopniowy system redukcji hałasu filtruje do 80% dźwięków podczas pracy stacji. W praktyce — słyszę ją, ale nie denerwuje.



Nawigacja i omijanie przeszkód — test z rudym kotem i czarnymi nóżkami sofy
LiDAR bez wieżyczki — co zyskuje, co traci
Większość robotów z LiDARem ma charakterystyczną wieżyczkę na górze — wysunięty czujnik skanujący otoczenie z pewnej wysokości. Romo S jej nie ma. Sensor jest zintegrowany z bryłą robota, co daje płaską, czystą sylwetkę. Wysokość 9,8 cm oznacza w teorii, że robot mieści się w większości miejsc z niskim prześwitem — i w większości przypadków tak jest.
Nawigacja jest bardzo dobra. Mapowanie przy pierwszym uruchomieniu — kilka minut, mapa czytelna, pomieszczenia rozpoznane poprawnie. Od drugiego cyklu robot jeździ pewnie, wraca do bazy bez problemów. Kto zaczynał przygodę z robotami na modelach, które traktowały mieszkanie jak labirynt do losowego eksplorowania — ten to doceni natychmiast.
Ten brak wieżyczki ma jednak swoją cenę…
Pod toaletą i pod łóżkiem — pułapki, o których nikt nie pisze
Robot wjechał pod toaletę i utknął. Tryb standardowy włączony — ten, który według DJI zapewnia równowagę między bezpieczeństwem a zakresem sprzątania. Aplikacja wyświetliła komunikat: „robot ma uniesione koło”, no i fakt ten widok zaskoczył nawet mnie. Wcisnął się tak, że nie był w stanie samodzielnie się wycofać — musiałem go wyciągać ręcznie. Przy okazji porysował swoją piękną obudowę.
Przy tak dobrej nawigacji — kryminał. I to ze wzmocnieniem: w trybie, który miał temu zapobiec.
To samo powtórzyło się raz pod sofą. Strefa zakazana w aplikacji — rozwiązanie proste, ale takie, które przy ~3300 zł i sensorze laserowym nie powinno być konieczne.
Talerzyk kota kontra karta płatnicza — gdzie kończy się inteligencja sensora
Czarne, skośne nóżki sofy na ciemnej drewnianej podłodze — robot regularnie w nie wjeżdżał. Kontrast bliski zeru, kąt skośny. Żaden testowany przeze mnie robot sobie z tym nie poradził — liczyłem jednak, że precyzja DJI i jego sensory wyjdą tu zwycięsko. Niestety nie. Wirtualna ściana w aplikacji. Kolejna.
Talerzyk kota w rogu na jasnych płytkach — robot potrafi ominąć kartę płatniczą leżącą na podłodze, a talerzyk staranować i pociągnąć za sobą. Nie znalazłem w tym żadnej logiki. Strefa zakazana w aplikacji. Kolejna już.
Raz na kilka cykli robot postanawia też jechać własną trasą — ignoruje zaplanowaną mapę i eksploruje według logiki, której nie rozszyfrowałem. Zdarzyło się trzy, cztery razy najczęściej jak nie było mnie w domu. I jeszcze jedno: łazienka. Robot potrafi wjechać, odkurzyć dywanik, uznać że podłogi dookoła nie wymagają mycia — i jedzie ogarniać chatę dalej. Czemu?
Codzienny test — drewniana podłoga, płytki, panele i sztuczna trawa
Twarde powierzchnie — wyniki z codziennego użytkowania
Drewniana podłoga w salonie, płytki w kuchni, łazience i korytarzu, panele w sypialni i dodatkowym pokoju — Romo S na żadnej z tych powierzchni nie sprawiał problemów. Na twardych podłogach 25 000 Pa robi dokładnie to, do czego jest przeznaczone: zbiera wszystko. Okruchy, piasek zniesiony z balkonu, sierść. Po każdym cyklu podłoga czysta — bez pozostawionych pasków, bez miejsc, które robot pominął.
Mopowanie najlepiej wypada na płytkach. Kuchnia i korytarz dostają codziennie po obiedzie — odciski butów, plamy po kawie, resztki po gotowaniu. Romo S zbiera to bez drugiego podejścia. Na drewnianej podłodze w salonie podobnie, choć tu ustawiłem niższy poziom nawilżania. Wysuwany pad mopujący sięga bliżej ścian niż standardowe rozwiązania. To widać.


Sztuczna trawa na balkonie — granica maszyny
Romo S na sztucznej trawie z długim włosiem radzi sobie bardzo dobrze — ale czuć, że tu sięga po wszystko co dała mu fabryka. Gdy wjeżdża na dywan, automatycznie unosi mopy i przełącza się na maksymalną moc ssania. 25 000 Pa, piąty bieg. Efekt zadowalający.
Jest tu jednak jedna rzecz do zapamiętania: Romo S nie ma możliwości odpięcia mopów i zostawienia ich w bazie — unoszenie to jedyne wyjście. Na standardowych dywanach działa to bez zastrzeżeń. Przy długim włosiu już mniej oczywiste — uniesione mopy i tak mogą powierzchni dotknąć. Zanim robot dostanie dostęp do drogiego dywanu, sprawdź to najpierw na własnych warunkach.
Kocur jako permanentny test jakości
Na ciemnej drewnianej podłodze rude kłaczki są wyraźnie widoczne — i właśnie dlatego to najlepszy wskaźnik skuteczności, jakim dysponuję. Po każdym cyklu podłoga czysta. Gumowe szczotki robią swoje — pisałem o nich wcześniej, tu efekty mówią same za siebie.
Kot traktuje robota jako element wyposażenia mieszkania i od pierwszego tygodnia przestał go obserwować. To chyba najlepsza recenzja, jaką może wystawić.


Aplikacja DJI — co umie, czego brakuje
Aplikacja działa. Robi to, co powinna: mapa mieszkania, harmonogram sprzątania, strefy zakazane, historia cykli. Pierwsze uruchomienie — parowanie, mapowanie, gotowe. Bez kombinowania.
Problem pojawia się przy porównaniu z Dreame, Roborockiem czy Narwalem — ich aplikacje mają więcej opcji personalizacji i lepiej przetłumaczone interfejsy. Na tym tle DJI wypada blado. Tłumaczenie na polski jest miejscami niekompletne — zdarzają się komunikaty, po których trzeba się domyślać co autor miał na myśli. Część ustawień jest ciężka do znalezienia — intuicja tu nie wystarczy, trzeba pogrzebać.
Gotowe „plany sprzątania” — cztery na starcie — to nie jest funkcja inteligentna w stylu Dreame, gdzie robot sam podejmuje decyzje. To zaplanowane trasy z konkretnymi ustawieniami dla każdego pomieszczenia. Można tworzyć własne i z nich korzystam na co dzień. Pierwsze pół godziny konfiguracji to czas dobrze wydany.
Robot ma kamerę z podglądem na żywo i mikrofon — można sprawdzić w czasie rzeczywistym co dzieje się w mieszkaniu pod nieobecność. Nie odkrycie roku, ale przydatne.
Aplikacja wysyła zdjęcia napotkanych przeszkód — zaznacza obiekt i pokazuje co blokowało trasę. Fajne. Minus: elementy nie są nazywane. Narwal rozpoznaje i nazywa ponad 200 obiektów — kabel, miseczka zwierzęcia, but. DJI pokazuje zdjęcie i tyle. Nie ma nawet opcji żeby samemu nauczyć robota nazwy napotkanego obiektu. Szkoda.
Brakuje trybu zwierzęcego — dedykowanego profilu dla mieszkań ze zwierzętami, który oferuje już kilku konkurentów. Brakuje map 3D, które w droższych modelach innych marek dają lepszy wgląd w rozkład przestrzenny mieszkania i ścieżki robota.
W ustawieniach bazy można skonfigurować suszenie mopów — gorąca woda osiąga tu 60°C. Konkurencja w modelach flagowych oferuje 100°C. Czy różnica jest realna czy tylko na papierze — nie testowałem tego parametru wyizolowanie, ale temperatura przy myciu mopów powinna mieć znaczenie.
Z poziomu aplikacji widać stan komponentów — szczotki, mopy, worek, filtr. Wiadomo mniej więcej kiedy wymienić. Jest też podgląd bazy: poziom wody, płyn, worek na kurz. Można ręcznie uruchomić dodatkowe mycie mopów, zebrać kurz z pojemnika robota, uruchomić dodatkowe suszenie.
Mimo mniejszej liczby opcji niż u bezpośredniej konkurencji — jest ich wystarczająco dużo. Po pierwszym tygodniu przestałem zaglądać do aplikacji. Harmonogram ustawiony, robot jedzie sam. To chyba najlepszy dowód że działa.






DJI Romo S vs Romo A vs Romo P — co dostajesz za 1000 i 1500 zł więcej
Miałem wszystkie trzy modele w rękach. Trzymałem je, oglądałem, porównywałem. Oto co jest faktycznie inne.
| Parametr | Romo S | Romo A | Romo P |
|---|---|---|---|
| Cena | ~3 300 zł | ~4 300 zł | ~4 800 zł |
| Obudowa robota | biała | przezroczysta | przezroczysta |
| Obudowa bazy | biała | biała | przezroczysta |
| Moc ssania | 25 000 Pa | 25 000 Pa | 25 000 Pa |
| Dezynfekcja UV worka | NIE | NIE | TAK |
| Kartridż dezodorujący | NIE | NIE | TAK |
| Pozostała specyfikacja | identyczna | identyczna | identyczna |
Romo A — 1000 zł za przezroczystą obudowę
Tyle. Nie ma tu żadnego drugiego dna — Romo A to identyczny robot z przezroczystą obudową. Ta sama moc ssania, te same szczotki, te same mopy, ta sama stacja, ten sam system nawigacji. Biała baza, przezroczysty robot.
Jeśli chcesz oglądać jak kręcą się mopy i wędruje kurz przez obudowę — Romo A jest dla ciebie. Jeśli interesuje cię sprzątanie — kup S i zatrzymaj 1000 złotych.
Romo P — 1500 zł za przezroczystość, lampę UV i zapach podłogi
Romo P dodaje do zestawu Romo A dwie rzeczy: lampę UV w worku na kurz i kartridż dezodorujący podłogi. Plus przezroczysta baza zamiast białej.
Lampa UV sterylizuje zebrany kurz po każdym cyklu — kurz zamknięty w worku stacji bazowej. Brzmi poważnie. Problem w tym, że nie ma żadnego twardego sposobu żeby to zweryfikować — jak działa, w jakim stopniu i co konkretnie eliminuje. DJI nie podaje danych ani parametrów skuteczności. Bez twardych argumentów za — to marketing.
Kartridż dezodorujący to płyn, który robot aplikuje na podłogę po umyciu. Efekt: świeżo pachnąca podłoga po każdym cyklu. Płyn jest oryginalny DJI — zamienników nie ma. Kosztuje około 70 złotych, wystarcza od 1 do 3 miesięcy w zależności od ustawionej intensywności. Producent celowo nie podaje dokładnej żywotności — tylko widełki.
70 złotych co 1–3 miesiące to 280–840 złotych rocznie. Do 1500 złotych dopłaty za Romo P.
Wniosek, który żadna sponsorowana recenzja Romo P nie wyciągnie wprost
Romo S to ten sam robot co Romo A i Romo P. Identyczna specyfikacja, identyczny silnik, identyczne mopy, identyczna stacja. Różnice między modelami nie dotyczą sprzątania — dotyczą wyglądu i dwóch dodatków, z których jeden jest nieweryfikowalny, a drugi generuje do 840 złotych rocznie w autoryzowanym płynie.
Trzymałem je wszystkie w rękach. Różnica jest w plastiku.
Plusy i minusy — rzetelne podsumowanie
| ✅ Plusy | ❌ Minusy |
|---|---|
| 25 000 Pa — ssanie w górnej lidze, na każdej twardej powierzchni czuć różnicę | Zawisł pod toaletą w trybie standardowym — musiałem wyciągać ręcznie, przy okazji porysował obudowę |
| Obrotowe mopy przy 12 N nacisku — naprawdę myją, nie przecierają | Brak systemowego pokonywania progów — do ~1,5 cm bez rampy, do 4 cm z opcjonalną rampą |
| Gumowe szczotki — zero nawiniętych włosów przez miesiąc z rudym kotem | Aplikacja słabsza niż u bezpośredniej konkurencji — niepełne tłumaczenie, część opcji ciężka do znalezienia |
| Stacja z czterema strumieniami gorącej wody (60°C) — prosta konstrukcja, czysta po tygodniach użytkowania | Brak trybu zwierzęcego |
| Bardzo dobra nawigacja LiDAR — mapowanie przy pierwszym uruchomieniu, pewna jazda od drugiego cyklu | Przeszkody fotografowane bez identyfikacji — zdjęcie bez nazwy obiektu (Narwal rozpoznaje ponad 200) |
| Automatyczne unoszenie mopów i przełączenie na max ssanie po wjeździe na dywan | Kartridż z płynem do mycia podłóg — oryginalny DJI, ~70 zł co około 3 miesiące |
| Estetyka — jeden z ładniejszych robotów na rynku, baza robi wrażenie | Łazienka — robot potrafi odkurzyć dywanik i uznać pomieszczenie za gotowe |
| Wi-Fi 2,4 i 5 GHz — bez problemów z parowaniem | Raz na kilka cykli ignoruje zaplanowaną trasę i jedzie według własnego planu |
| Kamera na żywo i mikrofon — podgląd mieszkania w czasie rzeczywistym |
Dla kogo DJI Romo S NIE jest
Masz progi powyżej 1,5 cm w mieszkaniu. Romo S radzi sobie z niskimi progami — do około 1–1,5 cm pokona bez problemu. Wszystko powyżej to dla niego bariera. Producent oferuje opcjonalną rampę pomocniczą: modułowa budowa z możliwością łączenia elementów co 10 cm, samoprzylepna warstwa do montażu na stałe lub tymczasowo, pokonywanie progów do 4 cm. Brzmi technicznie. Kosztuje ~109 złotych za sztukę. Czyli kupujesz robot za ~3300 złotych i dokupujesz kawałek plastiku przyklejanego do podłogi, żeby mógł wjechać do sypialni — podczas gdy konkurencja inwestuje w coraz wyższe wzniesienia bez żadnych akcesoriów. Jeśli masz wysokie progi — po prostu szukaj gdzie indziej.
Masz dużo dywanów z bardzo długim włosiem. Romo S unosi mopy automatycznie po wjeździe na dywan i przełącza się na maksymalną moc ssania — i to działa. Problem w tym, że mopów nie można odpiąć i zostawić w bazie. Na bardzo długim włosiu uniesione mopy i tak mogą powierzchni dotknąć. Przy jednym dywaniku w salonie — bez problemu. Przy mieszkaniu zdominowanym przez grube wykładziny z długim włosiem — to ograniczenie, które będzie Ci przeszkadzać.
Szukasz robota, który zastąpi Ci mopa i wiadro raz na zawsze. Tak jak przy każdym automacie — zaschnięta plama na płytkach albo brud w narożniku za szafką wymagają ręcznej interwencji. Romo S utrzymuje codzienną czystość bardzo dobrze, ale pełnej bezobsługowości w tym zakresie tu nie znajdziesz.
Ocena końcowa i werdykt
9.7/10. Tyle w naszym rankingu robotów sprzątających dostaje DJI Romo S — i stoi na jego szczycie.
Kupiłem go świadomie, znając jego ograniczenia. Kupiłbym ponownie.
Romo S jest dla kogoś, kto ma płaskie mieszkanie, twarde podłogi i krótkie dywany. Dla kogoś, kto chce naprawdę czystych podłóg i higienicznej bazy bez codziennego myślenia o sprzęcie — stacja czyści mopy sama, bez twojego udziału. Przede wszystkim jednak — dla kogoś, kto nie chce przygotowywać mieszkania przed każdym cyklem. Nawigacja i omijanie przeszkód robią to za ciebie — i robią to genialnie.
Czy ma sens dopłacać do Romo A albo Romo P? Co o tym myślę — pisałem szczegółowo w sekcji porównawczej. Romo A to tysiąc złotych za przezroczystą obudowę. Romo P to tysiąc pięćset złotych za tę samą obudowę plus opcja zapachowa, która brzmi fajnie — ale nie jest warta tej dopłaty przy minusach, które uczciwie wypisałem. Drogie modele to w naszej ocenie wizualny marketing. Romek S — tak. Droższe odłożyłem na półkę i nie żałuję.
Pierwszy robot sprzątający DJI jest bardzo dobry. Liczymy że następne wersje poprawią to, o czym piszemy — bo to nie jest kolejna recenzja przepisana z folderu producenta. Szczerych opinii w sieci nie ma zbyt wielu. Wierzymy że DJI to zauważy.
Gdzie sprawdzić ceny i co czytać dalej
Aktualne oferty DJI Romo S znajdziesz w jednym miejscu — sprawdź ceny na Ceneo.
Jeśli Romo S to zbyt duży wydatek na start, kilka miesięcy temu testowałem Narwal Freo S — najlepszy robot do 1000 złotych. Jeśli chcesz zobaczyć jak Romo S wypada na tle topowego sprzętu w segmencie, mam też recenzję Dreame Aqua10 Ultra Track.
Liczby w specyfikacjach robotów bywają mylące — co naprawdę oznacza moc ssania i jak działa robot sprzątający od środka tłumaczymy w osobnych poradnikach.
Robot pochodzi z prywatnej kolekcji autora. Link do Ceneo może generować prowizję — pomaga nam to tworzyć ten serwis i nie ma wpływu na nasze opinie.

Arkadiusz Świętoń
Redaktor naczelny Sprzetnatopie.pl
Ze sprzętem AGD i RTV pracuje od 17 lat. Zaczynał w Saturnie, później Neonet i x-kom — dziś prowadzi zespół, który rozkłada każdy testowany model na czynniki pierwsze. Pisze po to, żeby czytelnik nie wydał kilku tysięcy złotych na pralkę czy telewizor, które padną tuż po gwarancji. [Więcej o autorze →]
![]()
W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.