Aktualizacja: 1 maja, 2026 r.
Narwal to marka, którą znam z droższych modeli — testowałem już Freo Z Ultra i Flow. Oba robiły wrażenie, ale to sprzęt dla tych, którzy nie patrzą na cenę. Freo S to inne pytanie: co zostaje z tego DNA, kiedy zejdziemy do 700–900 zł?
Warto wiedzieć, że Narwal w Polsce wciąż jest marką niszową — bardziej zna ją ten, kto przed zakupem spędza wieczory na forach, niż przeciętny klient w markecie. A szkoda, bo za oceanem regularnie bije Dreame i Roborocka w niezależnych testach. Egzemplarz do testu dostarczyło mi Zigbuy.pl — polski sklep specjalizujący się w tego typu sprzęcie.
U mnie w domu robot miał co robić: drewniana podłoga w salonie, płytki w kuchni, łazience i przedpokoju, panele w sypialni i drugim pokoju, sztuczna trawa na balkonie i kot, który zostawia sierść wszędzie. Żadnych przygotowań przed testem. Kilka tygodni normalnego użytkowania. Oto wnioski.
Recenzja robota Narwal Freo S
Zanim przejdę do wrażeń z użytkowania, kilka twardych danych:
Ssanie 8 000 Pa — co to oznacza w praktyce?
8 000 Pa w segmencie do 1000 zł to naprawdę solidny wynik. Cztery tryby ssania dają elastyczność — w praktyce najczęściej korzystałem z trybu standardowego i cichego. Ten drugi robi różnicę gdy robot jeździ w tle podczas pracy czy oglądania serialu — 60 dB to poziom, przy którym po prostu przestajesz go słyszeć.
Na drewnianej podłodze w salonie i płytkach radził sobie bez zarzutu — sierść kota, okruchy, piasek zniesiony z balkonu. Na panelach w sypialni podobnie. Tryb dywanowy włącza się automatycznie po wjechaniu na dywanik — czuć wyraźny skok głośności, ale też skuteczności.
Mopowanie pod wysokim naciskiem
Mop dociskany jest do podłogi z siłą 8 N — tyle samo co w niektórych modelach za 1 500–2 000 zł. Zbiornik na wodę 300 ml wystarczał mi na jeden pełny cykl przy mieszkaniu około 60 m². Trzy poziomy nawilżania pozwalają dostosować intensywność — na płytkach w kuchni używałem maksymalnego, na drewnianej podłodze średniego.
Mop nie obraca się jak w droższych modelach — to ważna informacja. Działa na zasadzie docisku i przeciągania. Przy codziennym użytkowaniu efekt był bardzo dobry, ale zaschniętą plamę po kawie musiałem potraktować dwukrotnym przejazdem. Do utrzymania czystości — idealny. Do usuwania zaniedbanych zabrudzeń sprzed tygodnia — już mniej.
Automatyczna stacja i 180 dni bez opróżniania
Stacja opróżnia pojemnik robota do worka o pojemności 3,5 l. Producent mówi o 180 dniach bez interwencji — i tu od razu uczciwie: to liczba dla konkretnych warunków. Przy kocie i codziennym cyklu worek trzymał się solidnie, ale nie sprawdzałem czy dobije do pół roku. Przy normalnym użytkowaniu bez zwierzaka realne jest spokojnie kilka miesięcy.
Sama stacja jest kompaktowa — mniejsza niż w modelach wyższej klasy, co docenią ci, którzy nie mają gdzie upchnąć wielkiej bazy. Hałas podczas opróżniania to około 83 dB — głośny, ale trwa dosłownie kilka sekund.


Nawigacja i omijanie przeszkód — test w rzeczywistych warunkach
Mapowanie przy pierwszym uruchomieniu zajęło kilka minut. Mapa wyszła czytelna, robot poprawnie rozpoznał układ pomieszczeń i od kolejnego cyklu jeździł już pewnie. Kto przechodził przez erę iLife’ów i pierwszych Roborocków, które traktowały mieszkanie jak labirynt do losowego eksplorowania, ten doceni to natychmiast.
Freo S nawiguje LiDARem — ten sam typ skanera laserowego co w robotach dwa razy droższych — i to czuć od pierwszego uruchomienia. Jeśli chodzi o wykrywanie przeszkód, Freo Z Ultra czy Flow mają podwójne kamery RGB z AI rozpoznającą ponad 120 typów obiektów — kable, miseczki zwierzęce, skarpetki. Freo S widzi przeszkody światłem strukturalnym i nie identyfikuje co konkretnie ma przed sobą. Duże i średnie obiekty — nogi krzeseł, buty, miska kota — omijał bez problemu, wyraźnie zwalniając i korygując kurs. Progi między płytkami a drewnianą podłogą pokonywał płynnie, a na balkon ze sztuczną trawą — próg około 15 mm — wjeżdżał bez szarpania. Producent deklaruje pokonywanie do 20 mm i to się zgadza z tym co widziałem.
Cienkie kable to jego słabszy punkt. Ładowarka leżąca przy sofie w salonie — gdzie normalnie ładujemy telefony — raz została ominięta, raz robot zahaczył o kabel i pociągnął go kawałek. Lepiej wiedzieć o tym przed zakupem niż odkryć to przy pierwszym cyklu.
Stabilność mapy i powrót do stacji — zero problemów przez kilka tygodni testu. Przy pierwszych Roborockach regularne blokowanie się pod meblami było normą. Tutaj ani razu.
Codzienny test — jak radzi sobie na różnych powierzchniach?
Drewniana podłoga, panele, płytki
Na twardych powierzchniach Freo S czuje się najlepiej. Drewniana podłoga w salonie, płytki w kuchni, łazience i przedpokoju, panele w sypialni i drugim pokoju — różnicy w skuteczności sprzątania między nimi praktycznie nie zauważyłem. Wszędzie ta sama pewność.
Narożniki i okolice nóg stolika kawowego pozytywnie zaskoczyły — to miejsca gdzie tańsze roboty zwykle odpuszczają. Zdarzało się że coś zostało w samym rogu, ale sporadycznie i na poziomie który przy codziennym użytkowaniu po prostu nie przeszkadza. Sierść rudego kota zbierał konsekwentnie — po każdym cyklu podłoga wyraźnie czysta.
Doceniam opcję ustawienia wilgotności mopa osobno dla każdego typu podłogi. Drewniana podłoga dostaje mniej wody niż płytki w kuchni — ustawiasz raz i zapominasz. Przy poprzednich robotach musiałem o tym pamiętać i zmieniać to ręcznie przed każdym sprzątaniem.
Mopowanie — codzienne odświeżanie tak, generalne mycie nie
Mop w Freo S odświeża podłogę, a nie myje jej na głęboko — i warto wiedzieć o tym przed zakupem. Nacisk 8 N robi robotę przy prostych zabrudzeniach — świeże plamy, odciski butów na płytkach w przedpokoju, codzienne brudzenie kuchni. Robot przeciera to skutecznie, czasem potrzebuje dwóch podejść. Zaschniętych, zaniedbanych zabrudzeń sprzed kilku dni nie pokona.
Jeśli szukasz robota do codziennego utrzymania czystości, a nie zastępnika cotygodniowego mycia podłogi z wiadrem — trafiłeś dobrze. Podłogi po każdym cyklu są świeże, bez smug, bez zapachu. Do głębokiego czyszczenia co jakiś czas i tak sięgniesz po mopa z wiadrem — ale Freo S sprawia że robisz to zdecydowanie rzadziej.
Sztuczna trawa i dywaniki
Sztuczna trawa na balkonie to był dla mnie test zachowania na powierzchni przypominającej dywan z długim włosiem. Freo S radził sobie przyzwoicie — przejeżdżał, zbierał co miał zebrać — ale bez tej pewności i głębokości co droższe modele z wyższą mocą ssania. Na powierzchni z długim, gęstym włosiem widać jego ograniczenia.
Na cienkich, krótkich dywanikach w mieszkaniu — zupełnie inna historia. Wjeżdżał płynnie, sprzątał porządnie, żadnych problemów z wjazdem ani zjazdem. Z kotem w domu, przy codziennym cyklu, różnica w ilości sierści na podłodze jest zauważalna od pierwszego dnia użytkowania.



Aplikacja i konfiguracja — łatwa obsługa na co dzień
Aplikację Narwal znam z droższych modeli, więc wiedziałem czego się spodziewać. Freo S ma mniej opcji niż flagowce z serii Z — ale to co jest, działa dokładnie tak jak powinno.
Pierwsze uruchomienie przebiegło bez żadnego kombinowania. Parowanie z Wi-Fi, dodanie urządzenia, skanowanie pomieszczeń — wszystko intuicyjne i szybkie. Podczas mapowania możesz obserwować w aplikacji jak robot zwiedza mieszkanie i buduje mapę w czasie rzeczywistym — przy pierwszym uruchomieniu i tak człowiek siedzi i to obserwuje.
Mapa już po debiutanckim przejeździe podzieliła mieszkanie na pomieszczenia zgodnie z rzeczywistością — bez konieczności ręcznych poprawek. Można je dowolnie edytować, zmieniać nazwy, ustawiać strefy zakazane osobno dla odkurzania i osobno dla mopowania — przydatne przy dywanikach, które robot ma odkurzać, ale nie moczyć. Obsługa map dla maksymalnie trzech pięter przyda się mieszkańcom domów wielopoziomowych.
W codziennym użytkowaniu do aplikacji zaglądam rzadko. Całe mieszkanie zaprogramowane na codzienne sprzątanie w godzinach kiedy jesteśmy w pracy — wracamy na gotowe. Jeśli w ciągu dnia naniesiemy brudu, wysyłam robota tylko do konkretnego pomieszczenia. Kuchnia dostaje często drugie podejście późnym popołudniem — po obiedzie zawsze coś się pokruszy na płytkach i nie ma sensu czekać do następnego dnia.
Duży plus za pełny język polski — zarówno w samej aplikacji, jak i w komendach głosowych robota. W świecie chińskiej elektroniki wciąż warto to docenić.




Plusy i minusy — rzetelne podsumowanie
Kilka tygodni codziennego użytkowania daje dość jasny obraz. Freo S nie jest robotem bez wad — ale jego słabsze strony są dokładnie tam, gdzie można się ich spodziewać w tej cenie. Nie ma tu nieprzyjemnych niespodzianek, za to kilka rzeczy pozytywnie zaskoczyło.
Patrząc na tę listę — plusy dotyczą tego, co najważniejsze w codziennym utrzymaniu czystości, a minusy to głównie brak funkcji z segmentu premium.
Dla kogo Narwal Freo S NIE jest?
Freo S to świetny robot, ale nie dla każdego. Warto o tym wiedzieć przed zakupem, żeby uniknąć rozczarowań.
-
Masz dużo grubych dywanów z długim włosiem? Rozważ wyższy model. Freo S świetnie ogarnia twarde podłogi i krótkie dywaniki, ale na gęstych, wysokich wykładzinach jego moc ssania ma swoje granice.
-
Szukasz pełnego zastępstwa dla mopa i wiadra? To nie ten adres. Mop w Freo S służy do codziennego odświeżania i utrzymywania czystości. Zaschnięte, stare plamy i tak będą wymagały Twojej interwencji. Jeśli chcesz robota, który realnie szoruje podłogę „na mokro”, musisz celować w wyższą półkę cenową.
-
Nie lubisz sprzątać przed sprzątaniem? Jeśli na podłodze masz kłębowisko kabli i drobne zabawki, Freo S prędzej czy później w coś wjedzie. To nie jest model z kamerą RGB, która rozpoznaje każdy drobiazg. Tutaj chwila porządku przed cyklem to standard.
-
Chcesz pełnej automatyzacji mopa? Stacja w tym modelu opróżnia kurz, ale nie wyczyści i nie wysuszy mopa za Ciebie. Musisz robić to ręcznie. Jeśli szukasz systemu „bezobsługowego”, ten brak będzie dla Ciebie istotny.
Ocena końcowa i werdykt
Około 899 złotych za robota z LiDAR-em, automatyczną stacją i 8 000 Pa ssania — w 2026 roku to po prostu uczciwa oferta. Freo S nie udaje czegoś, czym nie jest. Nie myje podłóg jak modele premium, nie omija kabli tak sprawnie jak roboty z kamerami RGB i nie suszy mopa w stacji. Jednak codziennie, cicho i bez Twojej pomocy utrzymuje mieszkanie w czystości — a to jest właśnie to, czego większość z nas szuka w sprzęcie za te pieniądze.
Czy warto go kupić? Jeśli szukasz robota, który skutecznie odkurzy mieszkanie i odświeży podłogę za rozsądne pieniądze, nie zastanawiałbym się. To obecnie jedna z najciekawszych opcji na rynku w budżecie do 1000 złotych.
Dla kogoś, kto kupuje swój pierwszy automat i boi się wydawać kilku tysięcy na start, Freo S to idealny wybór. Pozwala szybko polubić się z tą formą sprzątania, nie nadszarpując portfela. Znasz jego granice, wiesz, na co się decydujesz, a w codziennym użytkowaniu ten robot po prostu nie zawodzi.
Gdzie kupić? Zakup przez Zigbuy.pl
Egzemplarz do testów dostarczyło mi Zigbuy.pl — polski sklep, który oferuje pełną obsługę posprzedażową w naszym języku. Przy zakupie elektroniki, która ma nam służyć latami, to ogromny atut.
Co dostajesz, wybierając zakupy przez Zigbuy?
-
2 lata gwarancji z serwisem naprawczym realizowanym w Polsce.
-
Pełna faktura VAT (ważne dla prowadzących działalność).
-
Darmowa wysyłka prosto pod Twoje drzwi.
-
Bezpieczny zwrot do 30 dni, jeśli robot nie spełni Twoich oczekiwań.
Narwal Freo S jest już dostępny w ofercie sklepu, a specjalnie dla czytelników tej recenzji mamy przygotowany dedykowany bon rabatowy, który obniży koszt zakupu. Szczegóły znajdziecie pod poniższym linkiem:
👉
🏷️ Kod rabatowy: XVWVI6P1 (wpisz w koszyku, aby obniżyć cenę!)